Gadżety i sprzęt do kręcenia kosmetyków w domu

Chcesz zacząć tworzyć własne kosmetyki, a nie wiesz od czego zacząć? Może już kręcisz, mydlisz i mieszasz, ale chciałabyś usprawnić swoją pracę? Mam nadzieję, że znajdziesz coś dla siebie w tym subiektywnym przeglądzie.

Jak ja zaczynałam robić kosmetiksy, to najpierw kupiłam dokładną wagę, termometr, trochę surowców (wtedy wydałam jakoś niepełne 100zł na pierwsze zakupy) i hmm NIC DO SIEBIE NIE PASOWAŁO, ani ten sprzęt nie był wystarczający, ani te surowce. Więc zamierzam Wam trochę pomóc albo zainspirować.

W czym to mieszać, czy jest jakaś różnica?

Osobiście uważam, że bezkonkurencyjnie w przeglądzie misek, kubeczków i rondelków wygrywają zlewki. Na pierwszy krem może bym nie inwestowała w zlewki, tylko skorzystała z tego co mam w domu np. z porcelanowych kubków czy słoików. Ale jeśli myślicie, że chociaż część kosmetyków wymienicie na te spod własnej ręki, to warto zainwestować w zlewki. Dlaczego?

Nie wchodzą w reakcje, jak niektóre tworzywa sztuczne. Szybko się nagrzewają w kąpieli wodnej i szybko wychładzają po wyjęciu (porcelana długo trzyma ciepło) więc nie marnujemy czasu.

Są wykonane z takiego specjalnego rodzaju szkła (szkło borokrzemowe), które nie pęka pod wpływem wysokiej temperatury. To istotne jak grzejemy coś w kąpieli wodnej albo jak sporządzamy ług do mydła. Ług może osiągać bardzo wysokie temperatury i od takiego zwykłego, szklanego słoika może odpaść dno. Co może skończyć się dla nas (rąk, naszych oczu czy ciała) albo – jeśli mielibyście dużo szczęścia – tylko mebli TRAGICZNIE!!!

Zlewki są łatwe w czyszczeniu, maja dzióbek oraz miarkę, przydatną jak trzeba odmierzać objętość, a nie wagę. W mojej opinii są super przydatne i dość tanie.

No to teraz czym to mieszać?

No i ja uważam, że trzeba mieć blender. Powinien mieć końcówkę ze stali nierdzewnej, bo to ułatwi higienę pracy, nie będzie wchodzić w reakcje i brzydko się nie przebarwi. Ale specjalny blender na ,,nie wiem jeszcze czy chce robić kosmetyki” to dość spory wydatek, bo pewnie ok. 50 zł. Więc można korzystać ze spieniacza do mleka. To już wydatek ok. 10 zł, ale ma swoje wady. Po pierwsze, często trzeba wymieniać baterie, po drugie, pół kilo mydła tym nie wymieszacie choćbyście na rzęsach stawali, łyżką już prędzej czy trzepaczką. No i gęste nie ,,pójdzie”, spieniacz się zatnie i stanie. Alternatywą może być zwykły mikser. Mają wymienne mieszadła, które łatwo utrzymać w czystości. Dużo rzeczy można tym wymieszać, no i nie trzeba dużo inwestować.

Jeśli korzystacie z ziół, to polecam zapatrzeć się w moździerz lub młynek do kawy. Ułatwi to rozdrobnienie materiału roślinnego, a poza tym może przydać się w kuchni.

Uratowany moździerz – tłuczek skleiłam kotwą

Jak dokładnej wagi potrzebujemy?

Wagę trzeba mieć, jeśli się robi coś więcej niż olejek do brody czy kule do kąpieli. Przy tych prostych produktach faktycznie można by się było bez niej obejść. Jednak jeśli planujecie własne mydło albo krem z fazą wodną, to jest to ,,MUST HAVE”. Przy kremach potrzebujemy odmierzyć dokładną ilość każdego ze składników, a najwięcej uwagi należy poświęcić odmierzaniu konserwantu. Dokładna ilość jest ważna, ponieważ nie możemy zrobić badań potwierdzających czy produkt jest odpowiednio zabezpieczony przed drobnoustrojami chorobotwórczymi. Musimy dodawać tyle konserwantu, ile sugeruje producent surowca. Przy mydłach również odmierzenie odpowiedniej ilości ma znaczenie. Musimy dokładnie odmierzać wodorotlenek, za duża ilość sprawi, że mydło będzie żrące i zamiast pielęgnować naszą skórę, to ją wysuszy, a nawet poparzy.

Wybieramy wagę z potrzebnym dla nas zakresem. Jak robimy mydło, to wystarczy zwykła kuchenna, od 1g do 1kg. Jak robimy kremy, to najlepiej z zakresem od 0,01g do 500g. Ja mam dwie, bo robię dużo różnych produktów i tak jest mi najwygodniej. Jedna na mydło, druga na resztę cudów.

Moja waga jest z allegro i szczerzę ją polecam.

Co z higieną i dezynfekcją?

Czy muszę mieć rękawiczki? No i właśnie, dla mnie to ważne i istotne, nie tylko na skalę „domową”, odpowiedź to: NIEKONIECZNIE. Rękawiczki dobrze mieć, jeśli masz długie paznokcie, rany na rękach, robisz mydło i nie chcesz narażać się na żrącą, jeszcze niezmydloną masę, to wtedy TAK. Jeśli robisz zwykłe kremy, olejki czy żele, to łatwiej jest utrzymać higienę rąk, po prostu je myjąc. Już w ogóle nie polecam ich nosić, jak masz zamiar odbierać telefon, robić zdjęcia na insta i zajmujesz się czymś totalnie innym w tym czasie. Te informacje w ogóle powinni przekazywać w dużych firmach, gdzie zdarzają się przypadki palenia fajek przez pracowników, dłubania w telefonie, czy wychodzenia poza produkcje. ZGROZA.

Jak już jesteśmy przy mydłach, to hmm… najważniejsze są okulary ochronne, ja jestem głupia i czasem robię bez, ale to serio głupie i lepiej nie ryzykować ślepotą. Przy mieszaniu ługu lub wlewaniu go do tłuszczy istnieje szansa, że pryśnie wam w oczy. A WODOROTLENEK SODU I POTASU należą do najsilniejszych zasad. Nie jesteście przekonani? Zobacz sobie zdjęcia w google czym to grozi dla oczu i skóry. Kurde od teraz zawsze, ale to zawsze będę mieć okulary.

Miej pod ręką jakiś ALKOHOL do odkażania, może być skażony etylowy lub izopropanol (na allegro są dość tanie, chyba że akurat jest pandemia). Zwykły spirytus też jest dobry, ale szkoda go tak marnować 😀 lepiej zrobić nalewkę. Alkohol posłuży nam do odkażania powierzchni, zlewek, sprzętu i opakowań. Wystarczy spryskać i odczekać aż wyschnie.

Zdjęcie z 2017 roku z zajęć z technologii chemicznej

Czy trzeba badać pH kosmetyków?

Jasne, że trzeba, jeśli robisz kosmetyki ze składnikami, które skrajnie zmieniają pH, np. z kwasami (kremy, żele, peelingi) lub z zasadami (mydła).

W gramach ciężko będzie ustalić ile należy dodać kwasu. Na przykład, jak nalejesz do jednego produktu pół grama kwasu mlekowego, to może on mieć pH 5, a jak nalejesz tą samą ilość do innego, to może mieć 2. Dobrze więc jest sprawdzić, czy Twój krem, to już nie jest przypadkiem silnie złuszczający peeling kwasowy.

Ja korzystam z pHmetru, ale to taki luksusowy gadżet i na długie lata, po długich latach kręcenia. 😉 Cena jest wysoka, bo od 200 zł w górę. Do tego trzeba mieć dużo wody demineralizowanej pod ręką, bufor oraz płyn do przechowywania elektrody.

Zatem jaką alternatywę proponuję zamiast pHmetru? Łatwe w użyciu i tanie papierki lakmusowe. Nie jest to precyzyjny pomiar, ale na początek wystarczy. Nie ma sensu głowić się czy Twój krem ma pH 6 czy 5, gdy już wiesz że nie jest znacząco za niskie lub za wysokie.

Na zdjęciu pH tego samego roztworu mydła (1%), pHmetr pokazuje dużo wyższy wynik.

Co tam jeszcze warto mieć?

Miernik twardości wody TDS – nie jest to potrzebny sprzęt, to taki bajer, służący do tego, żeby sprawdzić zawartość jonów wodzie, określić jej twardość. Dużo osób narzeka, że twarda woda wpływa negatywnie na stan ich skóry, powoduje wysyp zaskórników, krostek i wysuszenie skóry. Warto więc z niej zrezygnować przy tworzeniu kosmetyków. Do produkcji zalecam używanie wody demineralizowanej lub ewentualnie przegotowanej. Pokażę Wam poniżej jak różni się taka woda.

Od lewej woda demi – 15 ppm, woda przegotowana – 171ppm, woda kranowa – 283ppm

Kolejny gadżet nie jest konieczny, ale bardzo pomocny, a mowa o termometrze. Posiadanie termometru przyspiesza pracę, ale można się bez niego obejść. Mało jest receptur, które wymagają sztywnego trzymania się określonej temperatury. Przykładem jest łączenie kremów galenowych, tutaj „na oko” może spowodować, że masa nam się rozwarstwi i uratowanie tego będzie graniczyć z cudem i magicznymi mocami. W przypadku innych kosmetyków, można po prostu poczekać. Emulsje na przykład, wymagają takiej samej temperatury obu faz w momencie ich łączenia (ok 70’C). Wkładając 2 zlewki (z fazą olejową i wodną) do kąpieli wodnej na parę minut, mamy pewność, że temperatura obu faz będzie praktycznie taka sama. Po tym czasie można je bezpiecznie połączyć. Dodawanie składników aktywnych do takiego kremu również wymaga odpowiedniej temperatury, właściwie odpowiednio niskiej (poniżej 40’C). Nie posiadając termometru wystarczy odstawić nasz krem do całkowitego wystygnięcia, a następnie dodać składniki bioaktywne i wymieszać. Więc można się obyć bez termometru.

Z początku jak zaczynałam tworzyć własne kosmetyki korzystałam z opakowań „z drugiej ręki”. Szkoda mi było generować nowych śmieci i przy okazji oszczędzałam parę złotych. Teraz jak robię jakieś kosmetyki znajomym to przerzuciłam się na szklane opakowania, które łatwo umyć i wyparzyć. Chociaż tak serio, to to się nie opłaca i łatwiej byłoby kupić nowe. Po umyciu szkło pryskam alkoholem (patrz wyżej). Do mycia szklanych butelek dobrze jest mieć wyciory, które ułatwią czyszczenie trudno dostępnych miejsc.

Powiem Wam szczerze, że zrobiłam w swoim życiu bardzo dużo mydła, ale od niedawna korzystam z normalnych, sylikonowych foremek. Wcześniej brałam to co jest pod ręką, opakowania po ciastkach, kartony po mleku czy soku. Mydło z takiej formy niczym się nie różniło, miało takie same działanie, jak to wyjęte z profesjonalnej formy. Bez tego da się obejść. Gorzej z krajalnicą, jak się jest mną. Bo zawsze, ale to zawsze, pokroję krzywo, więc często proszę o pomoc któregoś z domowników. Nadal nie posiadam krajalnicy, chociaż wiem, że znacznie by mnie usamodzielniła. 😀

Jeśli robicie szampony w kostce, pudry, no generalnie coś co się pyli, to warto mieć maseczki przeciwpyłowe (których cena w czasach pandemii niestety podzieliła los środków odkażających). Szkoda narażać płuc, tylko dlatego, że chcecie robić super kosmetyki. Pyły w postaci SCI, krzemionki, tlenków czy glinek serio są szkodliwe na drogi oddechowe. Nie bagatelizujcie tego.

Macie coś do dodania, jest jakiś sprzęt, który trzeba mieć albo znacznie ułatwi kręcenie kosmetyków? Koniecznie się ze mną tym podzielcie. 😉

0 0 vote
Article Rating

About 

Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
trackback

[…] To jest druga część podstaw tworzenia kosmetyków. Jeśli chcesz wiedzieć w jaki sprzęt warto się zaopatrzyć to zajrzyj tutaj. […]

trackback

[…] Gadżety i sprzęt […]

2
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x
%d bloggers like this: