Kosmetyki, których boję się używać

Tym razem nie będę wymieniać konkretnych produktów czy składników potencjalnie niebezpiecznych, jakie można spotkać w kosmetykach. Chcę skupić się na pewnych trendach, które obserwuję w internecie, na pierwszy rzut oka wyglądających niegroźnie. Przedstawię wam moje spostrzeżenia dotyczące niebezpieczeństwa niektórych zachowań.

Kosmetyki z Chin

Kosmetyki udostępniane na rynku europejskim w większości odpowiadają prawnym wymaganiom. Producenci powinni posiadać pełną dokumentację dla swoich produktów, w tym raport z oceny bezpieczeństwa i zgodność wytwarzania z dobrą praktyką produkcji. Inna sytuacja może być w przypadku kosmetyków produkowanych w Chinach. O ile coraz mniej osób kupuje typową chińszczyznę, którą można spotkać w kioskach, tak na podróbki drogich marek jest coraz więcej chętnych. Pod tym linkiem widać jakie duże zainteresowanie wzbudzają filmy z podróbkami.

Rynek chiński posiada odmienne od UE regulacje prawne dotyczące kosmetyków. Dla części produktów udostępnianych w Chinach wymaga się testowania produktów na zwierzętach. Dodatkowo z powodu ograniczonej dostępności informacji o warunkach produkcji, nie wiemy czy spełnione są normy GMP (dobra praktyka produkcji). Dokumentacja takich produktów również jest ograniczona, na produkty wystawiane są zdawkowe 1 – 2 – stronicowe dokumenty. Ponadto Chińczycy nie ujawniają dokładnych informacji dotyczących kompozycji zapachowych czy barwników, których wymóg przedstawienia jest bardzo restrykcyjnie przestrzegany według naszego prawa. Zazwyczaj w dokumentach nie ma informacji o czystości surowców, co jest istotne przede wszystkim pod kątem zawartości metali ciężkich czy rozpuszczalników organicznych. Dodatkowo wiele składników występujących w chińskich kosmetykach jest u nas zakazanych bądź stosowanych w ograniczeniach. Kolejnym problemem są zanieczyszczenia mikrobiologiczne. Część produktów, takich jak węglowe proszki do zębów czy glinki są zanieczyszczone drobnoustrojami chorobotwórczymi. Oczywiście każdy decyduje co będzie stosował, chociaż zgodnie z prawem te kosmetyki nie powinny trafić do konsumenta przebywającego na terenie UE nawet z Aliexpress, a co dopiero np. za pośrednictwem Allegro.
Paleta Huda Beauty za parę złotych to może być strzał… w kolano!

Handel ekologiczny

Kolejny trend jest w klimacie ekologii. Dotyczy kosmetyków z drugiej ręki, kupionych od kogoś, komu się nie sprawdziły. Czasem na grupach na facebooku można okazyjnie kupić pół opakowania kremu za grosze bądź „prawie cały” peeling. Całość wygląda bardzo fajnie, bo przecież oszczędzamy, a ktoś nie wyrzuca reszty produktu. W mojej opinii korzystanie z kosmetyków od osób, których nie znamy jest bardzo ryzykowne. Nie mamy informacji jak produkt był przechowywany i czy ktoś tak po prostu nie wsadzał tam palca pełnego bakterii. To że na kremie nie urósł centymetrowy kożuch, nie oznacza, że nie wyhodowało się tam nowe życie. Kupowanie używanych kosmetyków, od nieznanych nam osób, może spowodować, że dostaniemy w gratisie choroby skóry.

Kreatywne pomysły DIY


Twórcy filmów DIY również przyczyniają się do stwarzania pewnego zagrożenia. Mam na myśli tutoriale np. pomadek z kredek świecowych, maseczki z płatków róży z kwiaciarni, rysik do brwi ze spalonych migdałów czy perfumy z olejków zapachowych do kominków. Kredki świecowe zapewne musza mieć spełnione takie atesty, aby stanowiły produkty dla dzieci. Jednak nie są to produkty przeznaczone do spożywania, a pomadkę „zjadamy” w pewnej ilości codziennie. Kredki świecowe mogą być zanieczyszczone metalami ciężkimi oraz rozpuszczalnikami organicznymi. Nikt raczej nie zakłada, że dzieci będą się nim codziennie zajadać, a w przypadku pomadek można by przyjąć taki wariant. Po przeczytaniu artykułów dotyczących wpływu metali ciężkich na organizm, może odechcieć się „konsumpcji” kosmetyków o wątpliwym składzie. Róże z kwiaciarni również nie nadają się do przygotowania maseczki czy toniku. Mogą zawierać pewne substancje przyspieszające wzrost, czy zapobiegające pasożytom, lepiej do tego zaopatrzyć się w płatki róż jadalnych z ogrodu.

Krem do stóp na twarzy?

Mimo, że nie stanowi to bardzo dużego zagrożenia, to zdecydowałam, że o tym napiszę. Czemu kosmetyki stosowane niezgodnie z przeznaczeniem mogą stanowić zagrożenie? Krem do stóp na twarz, płyn do higieny intymnej do mycia buzi, czy róż na powieki i usta, maska do włosów do golenia nóg? Czemu to może być niebezpieczne?

Może to być problematyczne głównie dlatego, że te produkty zostały przebadane pod kątem swojego zastosowania. Nikt nie zakładał, aż tak odmiennych sposobów użycia, przez co narażanie produktów jest inaczej przeliczone. Podczas przeprowadzania oceny bezpieczeństwa są brane pod uwagę powierzchnie narażenia, częstotliwość stosowania i różne kategorie badania mikrobiologicznego. Dla przykładu, używanie kremu do rąk jako balsam do całego ciała, może spowodować, że narazimy się na zbyt dużą ekspozycję na jakiś składnik. Produkt z założenia miał być użyty na grubszą skórę, na mniejszą powierzchnię dłoni. Podobna zasada dotyczy produktów do stosowania profesjonalnego np. fryzjerskie odżywki czy kwasy. Codzienne stosowanie kwasów, może sprawić, że nasza buzia jeszcze bardziej się zbuntuje.

Co Wy myślicie o tego typu produktach, a może dodalibyście coś od siebie?

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Adrian Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Adrian
Gość

Krem do rąk stosowany na uwrazliwiona skórę w okolicach nosa nawet z aloesem dodatkowo ją podrażnia. Przyklad z wlasnego doświadczenia

%d bloggers like this: